Dzisiaj jest Święto, więc postanowiliśmy pojechać do Kurozwęk, żeby troszkę pozwiedzać i odpocząć. Zabraliśmy ze sobą wujka Jacka, żeby się nie nudził w domu :)
Największą atrakcją dla nas był labirynt z kukurydzy :) Dostaliśmy mapki i musieliśmy sobie jakoś radzić, żeby przechodzić z punktu do punktu. Raz prowadziłam ja, raz Tatuś, a raz wujek. Wujek kilka razy zabłądził, a ja udawałam, że panikuję, bo nie chcę Cię urodzić za kilka miesięcy w labiryncie :D Fajnie też było, jak pomyliły mi się punkty i źle spojrzałam na mapkę :) Nie wiadomo jakim sposobe, ale tym razem nigdzie nie zabłądziliśmy i na dodatek trafiłam do punktu, do którego mieliśmy dojść :) Chyba mi troszkę podpowiadałeś Dzidziusiu ;)
Dużo nie pozwiedzaliśmy oprócz labiryntu, bo było strasznie gorąco, a poza tym Tatuś musiał wracać do pracy, ale i tak było fajnie :)
Muszę przyznać, że w sumie cały dzień czułam się naprawdę dobrze :) Pomijam to, że cały czas chce mi się jeść ;)