Ja nie pozwoliłam tylko dlatego że przy Mnie był mój synek, który bardzo to przeżył... na sam widok trumienki wybuchł strasznym płaczem i zasłabł...;( Nie będę dalej o tym pisać bo to nie pomaga tylko nakręca od nowa ból...

Ja nie pozwoliłam tylko dlatego że przy Mnie był mój synek, który bardzo to przeżył... na sam widok trumienki wybuchł strasznym płaczem i zasłabł...;( Nie będę dalej o tym pisać bo to nie pomaga tylko nakręca od nowa ból...
Wierze Kochana. A ile synuś ma lat? :)
8 lat. Urodził się w 8 miesiącu ciąży i nikt teraz by w to nie wierzył że jest wcześniakiem bo rozwija się prawidłowo, uczy się super i jest najwyższy w klasie ;)
Moja Natalia w 34tc. Dobrze niech rośnie, uczy się :) Moja koleżanka też urodziła się jako wcześniak w 6 miesiącu i nik by nie powiedział, że była wcześniakiem. Kawał baby jest z niej teraz.
właśnie przeczytałam historię Twojej córeczki, to co przeżyłaś wraz z mężem to nieda się opisać...uważam że w takim momencie bezradność rodziców jest najgorsza...Moja córeczka miała zbyt słabe serduszko nie chciała walczyć, dziwne to jest bo w tym momencie co ona zmarła otrzymałam wypis ze szpitala, tak jakby nie chciała żebym jechała do domu ;( no i się poryczałam....ach
A jeśli mogę zapytać jaka była wada serduszka? U synka teraz wykryli ubytek międzykomorowy 2mm.
Pani doktor tego mi właśnie nie powiedziała:( Powiedziała tylko : córka ma słabe serduszko jedna komora przestała już działać i widzę że nie chce walczyć dalej, postaram się jeszcze trochę ją reanimować ale nic nie obiecuję:( !0 minut później już druga komora serca nie biła i było po wszystkim:(
Smutne ;( Dzień przed śmiercią też była reanimowana ale wentylacja sie poprawiła to była okropna noc :( Na drugi dzień powtórka i mała długo była reanimowana, niestety ani adrnelina ani masaż serca nie dawały żadnych oznak na walkę. Dostałam ją na rączki i na rączkach mi zmarła. Trudno było mi ją zostawić i jechac do domu. W tedy nie miałam ochoty z Nikim rozmawiać.
Ja moją małą dostałam dopiero jak zmarła, to chyba było najbardziej bolesne, czułam jakby mi serce pękło..Wracając do domu milczałam cały czas.. W domu już było pełno ludzi (rodzina) i dostałam wraz z moim facetem szału gdy usłyszałam od mojej ciotki nie ma czym się przejmować musicie żyć dalej, będzie dobrze..Do dzisiaj z nią nie rozmawiamy bo takich ludzi nie rozumiem;/ Gadanie będzie dobrze, niema czym się przejmować nakręca człowieka strasznie. Jak to się mówi nie zrozumiesz co czuje dopóki sama tego nie doświadczysz...
Zgadzam się z tym co napisałam na samym końcu!